Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

Moje Top 5 w Irlandii (na chwilę obecną)

Po raz pierwszy postanowiłam przyłączyć się do projektu w Klubie Polek na Obczyźnie, gdzie dziewczyny i Piotr - jedyny Pan w Klubie dzielą się z Wami swoim rankingiem pięciu ulubionych miejsc w kraju, w jakim mieszkają.
Z racji tego, że mieszkam w Irlandii dopiero 2 lata, moje ulubione miejsca pewnie jeszcze się zmienią, bo jeszcze wielu miejsc po prostu nie widziałam. Do dzisiejszego wpisu wybrałam jednak te pięć, które do tej pory skradły moje serce:

1. Doolin (irl. Dúlainn) - niewielkie miasteczko turystyczne położone w hrabstwie Clare na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Z Doolin można popłynąć statkiem na Arany. Nie byłam jeszcze tam, może kiedyś się wybierzemy. A niedaleko Doolin zaczynają się rozciągać Klify Moher. To te za mną na czwartym zdjęciu ;)
Z tym miejscem wiąże się pewna anegdota. Doollin to są takie moje prywatne klify można rzec, bo niewielkie skały tam pomyliłam z klifami Moher - nie śmiejcie się głośno ze mnie ;)
 


2. Plaża koralowa - Trá an Dóilin 
Na południu mojej ukochanej Connemary zobaczyłam takie cudo:
 Żeby trafić na tę plażę, trzeba o niej wcześniej wiedzieć, ponieważ nie ma specjalnego oznakowania, które by do niej prowadziło. Trzeba zjechać z drogi z Galway do Carraroe.
Od Galway jedziemy na zachód na R336, obok An Spidéil i kierunku Casla. Potem w lewo na R343 Casla kierunku Ceathrú Rua (Carraroe).
 3. Kylemore Abbey (irl. Mainistir na Coille Móire) – to przepiękne neogotyckie opactwo na Connemarze. Od przeszło stu lat mieszkają w nim Benedyktynki. Do roku 2010 prowadzona tam była przez nie ekskluzywna szkoła dla dziewcząt. Teraz zakon utrzymuje się z turystów.
Z tym miejsce wiąże się bardzo ckliwe love story pierwotnych właścicieli zamku - Anglika i Irlandki. W malowniczej Connemarze zakochała się żona Mitchella Henry'ego - Margaret. A ponieważ Mitchell Henry - lekarz i finansista był w stanie kłaść swej żonie świat u stóp, kupił 15 000 akrów dzikeij ziemi w samym sercu Connemary, gdzie wzniósł niebawem piękny Zamek Kylemore Castle.
Założono tam także piękne wiktoriańskie ogrody. Dokonano niemal cudu, bo nagle na nieurodzajnej skalistej ziemi Connemary zaczęły rosnąć warzywa, a nawet owoce południowe.
Niestety  historia ta nie miała szczęśliwego zakończenia. Podczas podróży do Egiptu, Margaret zachorowała na czerwonkę i zmarła, pozostawiając męża w żalu. Mitchell sprowadził ciało żony do Irlandii, i została ona pochowana w  wzniesionym na terenie zamku mauzoleum, które dzisiaj możemy obejrzeć, będąc w Kylemore Abbey. Po śmierci Mitchell został także pochowany w mauzoleum. W latach 20 XX wieku, zamek nazywany od tamtego czasu coraz częściej opactwem, przeszedł w ręce benedyktynek, które założyły tam szkołę dla dziewcząt. Mimo tego, że szkoła już nie działa, benedyktynki dalej opiekują się opactwem.
 Byliśmy tam w zeszłe lato z moją mamą:

4. Keem Bay: (Irish: Cuan na Cuime)znajduje się na znajduje się obok miejscowości Dooagh na zachodzie Achill Island, w hrabstwie Mayo w Irlandii. Znajdowało się tu dawniej miejsce połowów rekinów żarłaczy.
Znalazłam na youtubie filmik, zobaczcie sami jakie to piękne miejsce:


przepiękne miejsce i chciałabym tam jeszcze wrócić.
Ostatnim miejscem, które mnie zaczarowało jest:
5. Hazel Mountain Chocolate Burren- Fabryka Czekolady w Burren Oughtmama Bellharbour
To urokliwe miejsce zostało założone niedawno, bo w 2014 roku przez Johna i Kasię Connolly na ponad 300 letniej rodzinnej farmie. W tym miejscu produkuje się ręcznie robione czekolady - od ziarenka do tabliczki. Mają ciekawe smaki : z płatkami róży, lawendą, solą. Wszystkie je możemy kupić w sklepiku, który funkcjonuje przy fabryce. Hazel Mountain Chocolate to nie tylko fabryka i sklep, ale także urocza kawiarenka, gdzie można napić się pysznej kawy i zjeść domowe ciasto.
 http://www.inspiredcitizen.com/the-best-chocolate-the-emerald-isle-has-to-offer-hazel-mountain-chocolate/


 poznajecie, że zastawa to nasz rodzimy Bolesławiec? :)


Ten projekt jest dedykowany Stowarzyszeniu Piękne Anioły.
Jeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć Fundację dowolną kwotą. 
Więcej informacji  znajduje się na blogu Klubu Polek:
 996947_534780106597231_1075767489_n

wtorek, 3 marca 2015

Nasza Lizbona- luty 2015 część 4

Z małym poślizgiem, część 4 relacji z wyjazdu do Lizbony.
Środę przeznaczyliśmy na wycieczkę do położonej nieopodal Lizbony Sintry. Stamtąd mieliśmy jechać do Cascais ( zrezygnowaliśmy jednakże ze zwiedzania i tylko byliśmy przejazdem), by stamtąd dostać się na przysłowiowy "koniec świata"- Cabo da Roca. Ha, obiecał mi kiedyś, że zabierze mnie na koniec świata i słowa dotrzymał :). Nawet się nie spodziewałam, że to będzie tak szybko!

Sintra jest malowniczym miasteczkiem, 
które zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Jest tam naprawdę pięknie, zamki, pałace, ogrody - jak w bajce!
Musieliśmy zatem sprawdzić, czy powiedzenie:
ZaP"Zobaczyć cały świat, a nie widzieć Sintry, to nic nie zobaczyć" - jest prawdziwe.
Jest.
Sintra nas oczarowała.
 Ze względu na ograniczenia czasowe, wybraliśmy tam jedno miejsce do zwiedzania i na pewno był to wybór trafiony :
Quinta da Regaleira,
bo o tym miejscu mowa, to tajemnicze, bajeczne miejsce, także wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
To piekny pałac, ale nie tylko. Mnie najbardziej zachwycił ogród - pełen podziemnych przejść, grot i labiryntów. warto zabrać ze sobą latarkę - ja zaliczyłam porządnego guza w ciemnym labiryncie.
Właściciel tej rezydencji - milioner António Augusto de Carvalho Monteiro, był także masonem.
Całość i pałac i ogrody, zostały zaprojektowane przez jedna osobę :
Luigiego Manini.

W Quinta da Regaleira znaleźć możemy różne style: romantyczny, gotycki, renesansowy, manueliński. Wszystko miało tu religijne i również alchemiczne znaczenie.
  Znajduje się tu Studnia Wtajemniczenia składająca się z dziewięciu segmentów,(nawiązanie do dantejskiego zejścia do piekieł). Każdy segment ma piętnaście schodów. Fundamenty tej budowli znajdują się kilkanaście metrów pod poziomem parku. Park ozdabiają fantazyjne budowle, w tym kaplica, w której znajduje się krzyż templariuszy oraz mnóstwo rzeźb. 
Zobaczcie sami:
 





 i jeszcze widoczek z Sintry:
  
Po ok. trzech godzinach zwiedzania, pełni wrażeń, pojechaliśmy  autobusem do
 Cabo da Roca.
Skalisty Przylądek Roca (Cabo da Roca) stanowi najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego Europy. Klif na Cabo da Roca ma wysokość 140 metrów nad poziomem Oceanu Atlantyckiego. 
 Na postawionym tam krzyżu umieszczone są słowa z eposu narodowego Portugalii, czyli "Os Lusiadas" pisarza Luísa de Camões: Tutaj ... gdzie kończy się ziemia a zaczyna morze (Aqui ... onde a terra se acaba i o mar comeca)
 Nie miałam pojęcia, że na Ziemi może istnieć miejsce, gdzie bardziej wieje niż w Irlandii :).
Teraz już wiem, że jest takie miejsce i to właśnie jest Cabo da Roca.
 


Zaintrygowały mnie te rośliny, które pokrywały skały w okolicy przylądka porośnięte są przez ogromne kolonie sukulentu Carpobrotus edulis potocznie nazywanego Pigface. Ten inwazyjny sukulent z rodziny żywotkowatych "przywędrował" tu z Afryki Południowej. Rośliny osiągają do 30 cm wysokości, kwiaty mają pojedyncze fioletowe lub żółte, liście jasnozielone, mięsiste, bardzo szybko rosnące.
 Jeszcze jedna ciekawostka, rośnie tam także czystek Cistus crispus, a my pijemy często herbatę z tej rośliny.

Ta wycieczka kosztowała nas niecałe 40e.
Wstęp do Quinta da Regaleira po 6 e za osobę
Bilety do Sintry i Cabo da Roca za 14,70 edla dwóch osób
po drodze obiad - pyszne zupy i coś do picia za 9.30 e

Portugalia jest naprawdę przyjazna cenowo. Jedyne co jest tam drogie to wg mnie pamiątki. Popularne wyroby z korka ( Portugalia jest jednym z największych producentów korka), są drogie. Ale jak zabrał mnie na koniec świata, to i kolczyki korkowe piękne kupił:
 Te 4 dni minęły nam bardzo szybko. Jestem szczęśliwa, że tyle udało nam się zobaczyć, a także dlatego, że było to miejsce, w którym żadne z nas wcześniej nie było.
Lizbono do widzenia!
 Na pewno Cię jeszcze odwiedzimy :)



Asica




sobota, 28 lutego 2015

Nasza Lizbona- luty 2015 część 3

Planowaliśmy nasz wyjazd starannie po to, by udało się nam jak najwięcej zobaczyć.
Nasz harmonogram wyglądał tak:

Niedziela 1 lutego:
- przylot w godzinach porannych ok. 10
- zameldowanie w hostelu Rossio (szczerze polecamy!)
- zwiedzanie czas start - zaczynamy od Belem :
Wieża Belem, Klasztor Hieronimitów, Pomnik Odkrywców, Muzeum Marynistyczne, Muzeum Powozów, Muzeum Elektryczności, kawiarnia Casa Pastéis de Belém
Ważna uwaga: w pierwszą niedzielę każdego miesiąca wstęp do niemal wszystkich Muzeów jest darmowy :)

Poniedziałek 2 lutego:
- centrum i okolica Chiado/ Baixa
- Muzeum Piwa
- Łuk Triumfalny
- Praça do Comércio
- zobaczyć Tag

Wtorek 3 lutego :
- Café A Brasileira
- targ Złodziei Feira da Ladra
- przejazd tramwajem nr 28
- Narodowe Muzeum Kafli Azulejos
-  Katedra Sé
- Muzeum Fado
- obiad w  Restaurante Coração da Sé
- Alfama
- wyjazd windą Santa Justa

Środa 4 lutego:
- Sintra
 - Quinta da Regaleira
- Cascais
- Cabo da Roca

plan zrealizowaliśmy prawie w 100 %
brakło nam sił na Muzeum Fado i Restauracja Coração da Sé była zamknięta.

a było tak pięknie :

Praca do Rossio - widok z naszego okna, na główny plac w Lizbonie

dzielnica Belem:
Wieża Belem:

 Pomnik Odkrywców - niezwykły monument! 52 metry wysokości!
 Muzeum Marynistyczne:
 Ogromnie nam się podobało. Bardzo duże, z bogatą kolekcją modeli statków:
 Jedliśmy tez najsłynniejsze portugalskie ciasteczka (pastéis) Pastéis de Belém. Podobno przepis na nie jest ściśle strzeżoną tajemnicą, którą znają tylko trzy osoby! Jedyna, prawdziwa " fabryka" ciastek znajduje się nieopodal Klasztoru Hieronimitów.Historia słynnych pasteis rozpoczęła się ok.XVIII wiekiem i jest ona związana z mnichami zakonu św. Hieronima, którzy zamieszkiwali Klasztor Hieronimitów.  Do usztywniania habitów używali oni ogromne ilości białek, a z żółtek zaczęto robić desery, w tym słynne nadzienie do ciasteczek. Wiele ciastek w Portugalii zawiera jajeczne kremy - jadłam także inne, ale nie pamiętam już nazwy. Podobnie jak większość portugalskich słodyczy, ciasteczka z Belém mają klasztorny rodowód. Ciasteczka te to delikatne, kruche babeczki, wypełnione ciepłym kremem z żółtek. Posypuje się je cukrem pudrem i cynamonem. Uwierzcie, że kolejka przed tą cukiernią naprawdę była długa, a nam jakimś cudem chyba udało się upolować stolik wewnątrz.

Klasztor Hieronimitów:
 

 Muzeum Elektryczności - bardzo ciekawe. W tym industrialnym wnętrzu świetnie by wyszła jakaś sesja wydaje mi się ;):

  Muzeum Powozów :

zakochałam się w tych pięknych uliczkach:

to niebo!:
 i my nad Tagiem:
 :)
 Łuk Triumfalny w tle:
Muzeum Piwa:
 Giginja - słynny portugalski likier z wisienką, za 1,40e można sobie strzelić kielonka na ulicy :). Pycha!
Muzeum Kafli Azulejos:
  
Piękna Alfama:

Pranie przykryte folią, bo pada ;):
bardzo chcieliśmy zjeść w tej restauracji - niestety było zamknięte ( następnym razem ;) )

 winda Santa Justa - aktualnie w renowacji:
 
Będąc w Lizbonie koniecznie trzeba odwiedzić kultową kawiarnię Brasileira, która
znajduje się w dzielnicy Chiado, przy Rua Garrett 120 (koło stacji metra Baixa-Chiado).
Ciekawostka:
 "Brasileira była pierwszą lizbońską kawiarnią, która wprowadziła ekspres do kawy. Zachętą do picia mocnego espresso było hasło reklamowe “Beba isto com açúcar” (pijcie to z cukrem)." 
Podobno lubił zachodzić tam  Fernando Pessoa - najwybitniejszy portugalski poeta
mam z nim fotkę ;)
 Czy spodobała Wam się Lizbona choć trochę?

a o cudach w Sintrze i o tym, jak poszłam z Nim na koniec świata, opowiem Wam jutro!
Buziaki!
Asica