Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2015

Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Irlandii

Uwielbiam Irlandię i bardzo dobrze mi się tutaj mieszka, aczkolwiek istnieje kilka rzeczy, które mnie irytują w tym kraju:

NIEPUNKTUALNOŚĆ
umów się z Irlandczykiem na jakąś godzinę - masz jak w banku, że spóźni się od 10-40 minut.
Jeśli w mieście są korki, nie wyjedzie z domu wcześniej, ale przeprosi Cię lakonicznie za spóźnienie, ze względu na trudności w ruchu ulicznym. I w ogóle nie zrozumie Twojego zdenerwowania, że tyle czasu czekałeś :)

BRAK KOSZY NA ŚMIECI NA ULICY
Bardzo często zdarza mi się wracać z papierkiem, puszką, butelką po napoju aż do domu, bo nie napotkam po drodze z miasta żadnego kosza na śmieci. Nawet nie na wszystkich przystankach autobusowych da się je znaleźć.

OTWIERANE NA ZEWNĄTRZ OKNA 
Sama okien nie umyję, ponieważ nie dość, że otwierają się na zewnątrz, to nie wyglądają jak okna w Polsce, ale np.: tak:
otwiera się tylko ta mniejsza część. I o ile na parterze mogę wyjść na zewnątrz i umyć okna będąc przed domem, to na piętrze, bez pomocy fachowców lub pomysłowości mojego ukochanego - tego już nie zrobię.

PRZESADNIE WYMALOWANE DZIEWCZYNY
Niebywale mocny makijaż, ze źle dobranym podkładem, mocno zaznaczonymi brwiami i sztucznymi długimi rzęsami, to nie wyjściowy make-up Irlandzkich dziewczyn, ale codzienny makijaż, który nie przestaje mnie zadziwiać. Bo ja nawet bym nie potrafiła, gdybym chciała się tak umalować :)

 
Ten wpis  powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykujemy akcji „AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Wy również możecie wesprzeć akcję dowolną kwotą. Więcej info na stronie siepomaga.
 Wczoraj  (20 października) Agata z blogu Tureckie Kazania , w ramach tego samego projektu, opisała Wam swoje tureckie doświadczenia. 

Jeśli interesuje Was odkrycie do czego ciężko jest się przyzwyczaić w Niemczech to zajrzyjcie jutro  na blog Gosi- Gisikowo .

Buziaki, Asia

piątek, 24 lipca 2015

Ring of Kerry - rocznicowy wypad

Naszą trzecią rocznicę spędziliśmy na wypadzie poza miasto, udając się w kierunku Dingle, Kerry i Tralee.
Pogoda nam dopisała i spędziliśmy bardzo mile te trzy dni.
Pokażę Wam zdjęcia, bo nad urokami Irlandii nie będę się rozpisywać. Tu jest naprawdę pięknie.Wszędzie!
Ściskam :)
Asica

czwartek, 21 maja 2015

Moje Top 5 w Irlandii (na chwilę obecną)

Po raz pierwszy postanowiłam przyłączyć się do projektu w Klubie Polek na Obczyźnie, gdzie dziewczyny i Piotr - jedyny Pan w Klubie dzielą się z Wami swoim rankingiem pięciu ulubionych miejsc w kraju, w jakim mieszkają.
Z racji tego, że mieszkam w Irlandii dopiero 2 lata, moje ulubione miejsca pewnie jeszcze się zmienią, bo jeszcze wielu miejsc po prostu nie widziałam. Do dzisiejszego wpisu wybrałam jednak te pięć, które do tej pory skradły moje serce:

1. Doolin (irl. Dúlainn) - niewielkie miasteczko turystyczne położone w hrabstwie Clare na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Z Doolin można popłynąć statkiem na Arany. Nie byłam jeszcze tam, może kiedyś się wybierzemy. A niedaleko Doolin zaczynają się rozciągać Klify Moher. To te za mną na czwartym zdjęciu ;)
Z tym miejscem wiąże się pewna anegdota. Doollin to są takie moje prywatne klify można rzec, bo niewielkie skały tam pomyliłam z klifami Moher - nie śmiejcie się głośno ze mnie ;)
 


2. Plaża koralowa - Trá an Dóilin 
Na południu mojej ukochanej Connemary zobaczyłam takie cudo:
 Żeby trafić na tę plażę, trzeba o niej wcześniej wiedzieć, ponieważ nie ma specjalnego oznakowania, które by do niej prowadziło. Trzeba zjechać z drogi z Galway do Carraroe.
Od Galway jedziemy na zachód na R336, obok An Spidéil i kierunku Casla. Potem w lewo na R343 Casla kierunku Ceathrú Rua (Carraroe).
 3. Kylemore Abbey (irl. Mainistir na Coille Móire) – to przepiękne neogotyckie opactwo na Connemarze. Od przeszło stu lat mieszkają w nim Benedyktynki. Do roku 2010 prowadzona tam była przez nie ekskluzywna szkoła dla dziewcząt. Teraz zakon utrzymuje się z turystów.
Z tym miejsce wiąże się bardzo ckliwe love story pierwotnych właścicieli zamku - Anglika i Irlandki. W malowniczej Connemarze zakochała się żona Mitchella Henry'ego - Margaret. A ponieważ Mitchell Henry - lekarz i finansista był w stanie kłaść swej żonie świat u stóp, kupił 15 000 akrów dzikeij ziemi w samym sercu Connemary, gdzie wzniósł niebawem piękny Zamek Kylemore Castle.
Założono tam także piękne wiktoriańskie ogrody. Dokonano niemal cudu, bo nagle na nieurodzajnej skalistej ziemi Connemary zaczęły rosnąć warzywa, a nawet owoce południowe.
Niestety  historia ta nie miała szczęśliwego zakończenia. Podczas podróży do Egiptu, Margaret zachorowała na czerwonkę i zmarła, pozostawiając męża w żalu. Mitchell sprowadził ciało żony do Irlandii, i została ona pochowana w  wzniesionym na terenie zamku mauzoleum, które dzisiaj możemy obejrzeć, będąc w Kylemore Abbey. Po śmierci Mitchell został także pochowany w mauzoleum. W latach 20 XX wieku, zamek nazywany od tamtego czasu coraz częściej opactwem, przeszedł w ręce benedyktynek, które założyły tam szkołę dla dziewcząt. Mimo tego, że szkoła już nie działa, benedyktynki dalej opiekują się opactwem.
 Byliśmy tam w zeszłe lato z moją mamą:

4. Keem Bay: (Irish: Cuan na Cuime)znajduje się na znajduje się obok miejscowości Dooagh na zachodzie Achill Island, w hrabstwie Mayo w Irlandii. Znajdowało się tu dawniej miejsce połowów rekinów żarłaczy.
Znalazłam na youtubie filmik, zobaczcie sami jakie to piękne miejsce:


przepiękne miejsce i chciałabym tam jeszcze wrócić.
Ostatnim miejscem, które mnie zaczarowało jest:
5. Hazel Mountain Chocolate Burren- Fabryka Czekolady w Burren Oughtmama Bellharbour
To urokliwe miejsce zostało założone niedawno, bo w 2014 roku przez Johna i Kasię Connolly na ponad 300 letniej rodzinnej farmie. W tym miejscu produkuje się ręcznie robione czekolady - od ziarenka do tabliczki. Mają ciekawe smaki : z płatkami róży, lawendą, solą. Wszystkie je możemy kupić w sklepiku, który funkcjonuje przy fabryce. Hazel Mountain Chocolate to nie tylko fabryka i sklep, ale także urocza kawiarenka, gdzie można napić się pysznej kawy i zjeść domowe ciasto.
 http://www.inspiredcitizen.com/the-best-chocolate-the-emerald-isle-has-to-offer-hazel-mountain-chocolate/


 poznajecie, że zastawa to nasz rodzimy Bolesławiec? :)


Ten projekt jest dedykowany Stowarzyszeniu Piękne Anioły.
Jeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć Fundację dowolną kwotą. 
Więcej informacji  znajduje się na blogu Klubu Polek:
 996947_534780106597231_1075767489_n

środa, 8 kwietnia 2015

Nasza Wielkanoc w Galway

 Witajcie!
Święta upłynęły nam w miłej atmosferze, którą zakłócił jedynie mój wypadek przy pracy w kuchni, który zaowocował trzema szwami na palcu lewej ręki. Pomijając jednak ten incydent ( a zupa - wypróbowanie kolejnego przepisu z Jadłonomii- i tak była super ;)), było dobrze. Po naszemu.
Były pisanki, i żurek, biała kiełbasa i sałatki. I niespieszna, leniwa atmosfera. I cudowna pogoda.
Tak ciepło jak w Wielkanoc i lany poniedziałek, tej wiosny jeszcze nie było!
Skoro pogoda zachęcała do wyjścia z domu, postanowiliśmy zajrzeć na Galway Food Festiwal.
Ta coroczna impreza, odbywa się właśnie w okolicy świąt Wielkanocnych, z początkiem kwietnia. W tym roku przypadła na 2-6 kwietnia.
Było mnóstwo kursów, pokazów, dobrego jedzenia, testowania, możliwość zakupów i poznania lokalnych producentów zdrowej żywności.
Oto nasze migawki:
 czekoladki z jajeczkami ukryte w plastikowej kapsule:
 pyszne chlebki z różnycmi ziołowymi dodatkami:
 sushi :
 warzywa z ekologicznej farmy:
 nalewki ziołowe:
 octy i dżemy hand made:
 i mój absolutny faworyt- sprzedawca, który oferował octy owocowe, pyszne. Malinowy zwłaszcza:
 zmyślne talerzyki do ścierania czosnku:
 małe dzieła sztuki wykonane z owoców i warzyw prezentowane na stoisku tajskiej restauracji"

 hand made płatki śniadaniowe:

 ręcznie robione batony czekoladowe o różnych smakach:

 pesto z pokrzywy? czemu nie? :)
 i my, miłośnicy jedzenia zdrowego i dobrego ;)

 Igor próbował jeść makaron pałeczkami:
 mój wypadkowy paluszek ;)
 To już ten czas, gdy na głównej ulicy Galway Shop Street można spotkać  coraz więcej różnych dziwnych osób. Bardzo intryguje mnie, jaki instrument ma ten Pan, wiecie może?
 Galwayowski rynek _ Eyre Square:
 czy widzicie jakie mam wysokie obcasy i jak wielkie jest moje starsze dziecko? ;)
 a mniejsze, też już nie takie małe:
A w Poniedziałek, nadal rozpieszczani pogodą pojechaliśmy na Achill Island:
 Jest to największa wyspa Irlandii. Połączona z lądem przy pomocy obrotowego mostu
 Michael Davitt Bridge:
 
Wyspie Achill udało się zachować naturalne piękno. Na jej północnym wybrzeżu znajdują się najwyższe w Europie klify (klify z Croaghaun). Natomiast na zachodnim krańcu przylądka Achill znajdują się plaże, uważane za najpiękniejsze w zachodniej Irlandii.
Pojechaliśmy na Keem Beach:
 moje ulubione modelki poniedziałkowe:
 mieszkańcy skał na wyspie:
 W drodze powrotnej zobaczyliśmy jeszcze taką dziwną wioskę:
Deserted Village, w której nikt już nie mieszka. Ostatni mieszkańcy tej opuszczonej wsi wyprowadzili się ponad 150 lat temu, w 1845 roku w okresie Wielkiego Głodu. 

Postanowiłam pokazywać Wam relacje z naszych wycieczek, ponieważ Irlandia jest tak piękna i tyle jeszcze mam tu do zobaczenia, że praktycznie nie musiałabym jeździć nigdzie na wakacje ;).

buziaki, Asica