niedziela, 30 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018

Drodzy moi Przyjaciele i Nieprzyjaciele!
Blog zamilkł na caluśki rok. To nie jest przypadek. Rok, który się właśnie kończy, jest najbardziej intensywnym moim rokiem od przyjazdu tutaj. Tyle się zmieniło. I wokół mnie i we mnie... 

Rok 2018 miał upłynąć pod hasłem:
W D Z I Ę C Z N O Ś Ć

 
Tak, jestem wdzięczna. Jestem zdrowa, a przynajmniej tak się czuję. Jestem wdzięczna Tobie Kochanie - za spokój w sercu i to, że ze mną wytrzymujesz, bo moje pomysły nieraz potrafią przyprawić o zawał. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych- jeśli jedno się zastanawia, to drugie mówi- tak, rób to, to jest dobre albo nie, poczekaj, pomyśl. Jesteśmy razem. Nadal się rozumiemy.
Tęsknię za rodziną, ale jestem wdzięczna, że ją mam i, że stoją za mną murem.
<3
Mamo , Tato, Kasiu.

Jestem wdzięczna za to, że ten rok nauczył mnie także, że pewne zmiany są potrzebne i dobre. Mimo, że wydają się straszne i kompletnie dla nas niezrozumiałe. Jestem wdzięczna za przyjaciół tu, ale tych naprawdę, nie tylko wtedy, kiedy coś potrzeba ;).  
<3
Paulina wymienię z imienia, bo jesteś mój number one tu w Galway .

<3
Ten rok był szalony. Nowa praca, pierwsze wypowiedzenie, pierwszy mecz na stadionie, oczywiście Liverpoolu. Trzy loty do Polski, lot do Anglii ( Ola i Przemek - dziękujemy), Portugalia i nasza ukochana Lizbona i Północna Irlandia.

No i dwa razy koncert moich chłopaków ulubionych: We come in pieces :)

W skrócie, w zdjęciach:
styczeń - Poznań (chcę tam wrócić! jest piękny i to wegańskie jedzenie na każdym rogu. Miszelko dziękuję za spotkanie) i cudowna wystawa Fridy
luty- urodziny Taty i wielka konspiracja, która udała się dzięki Brydzi- totalnie niespodziewanie mogłam się napić z Tatą urodzinowej kawy, w Kornelu oczywiście. Następnie nasza Lizbona, po raz kolejny i nie ostatni.
marzec- nie pamiętam, ale na pewno aklimatyzowałam się w nowej pracy i żyłam jak zombie do czerwca, ponieważ nie zostawiłam dzieci w Polskiej szkole w Tuam i pracowałam 7 dni w tygodniu do czerwca, co zresztą podobno i nie było jakimś wielkim wyczynem ;).
kwiecień - świeta w Anglii i wizyta u siostry G. Było miło i sympatycznie i ja weganka piłam whiskey, co smakowała wędzonym łososiem :)
maj- mamusia w Galway i fajny czas razem
czerwiec- trudne decyzje w konsekwencji pewnego zdjęcia ;) 
lipiec, sierpień- praca praca praca nie ma mnie. Jedynie w sierpniu krótki wypad do Belfastu, który kompletnie nie przypadł nam do gustu :/. Mój caluśki rok na weganie :)
wrzesień- dziwnie jakoś bez szkoły, ale moje pierwsze livig party w życiu bardzo udane :)  a także roczek Jasia w Cieszynie- jak ten maluch wyrósł, następnym razem pewnie zagada ciocię na amen :) aa i jeszcze nasze spotkanie klasowe superowe było.

październik - miłe spotkania towarzyskie - Asia, Agata, Kasia, Michał, Paweł i Sylwek - dziękujemy. No i Mama znowu tutaj. Tak lubię ten czas, kiedy możemy razem pić kawkę.
listopad - jestem mamą 17 - latka. Hmm, to chyba niemożliwe, przecież to wszystko było jakby wczoraj te  3660 g i 57 cm...
grudzień-  siódme święta razem, siódma choinka. Kochanie... ale to leci... dziękuję, że nadal mi pokazujesz niebo...
No i moje coroczne spotkanie z dziewczynami Sylwia i Monika. Dziękuję  😘
W tym roku było mało filmów, książek, wszystkiego. Nadrobię. Bo prawdopodobnie zbliża się era termomixa :P

Filmy:

seriale:
 

książki - nadal tylko w samolocie:

i zestawienie moich one word:

słowem na rok 2019 jest słowo 
R A D O Ś Ć
tak się cieszę, że nie muszę jej sobie narysować :)

a skoro piszę do Was jeszcze w blogu scrapowym, to napisać muszę, że mimo braku zdjęć, nie próżnowałam:
zrobiłam 207 kartek, w tym 10 w pudełeczkach,
15 bombonierek,
5 albumów,
3 zamówienia specjalne- ramki 3 d i pudełko na secret santa.

wszystko z udziałem tekturek scrapińca:

  
 <3

Kochani!
Życzę Wam wszystkim zdrowia, spokoju, spełnienia, dobroci w sercu i uczciwości przede wszystkim względem siebie.
Do siego roku! Happy New Year!

Asia.










6 komentarzy: